KRECICA

Obudziła się w środku czegoś ciemnego. Było wilgotno i śmierdziało zatęchłą glebą.

Czemu wciąż śnię o ciemnych i brzydkich miejscach? Chciałabym w końcu obudzić się w przyjemnej, hotelowej pościeli…

Wkoło niej wszędzie zsypywała się ziemia i wystawały kawałki korzeni. Po chwili zaczynało do niej docierać, że w tym śnie chyba jest jakimś podziemnym zwierzęciem, bo nic nie widziała, za to bardzo wyraźnie rozróżniała zapachy.

JESTEM KRETEM.

Jej paznokcie były bardzo długie i wbite w ziemię. W pewnym momencie jej nos zaczął szybko się ruszać, a mózg odebrał sygnał o przechodzącej dżdżownicy.

DŻDŻOWNICA.

DŻDŻOWNICA.

DŻDŻOWNICA.

Po chwili sprawne rączki złapały robaka, a ten znalazł się w brzuchu Blanki.

ROBAK W BRZUCHU.

MNIAM!

Chyba jestem kretem – pomyślała. Jestem kretem i siedzę sobie w tunelu i jem dżdżownicę.

Ta myśl bardzo ją uspokoiła, bo lubiła wiedzieć, kim jest i gdzie. Nawet jeśli oznaczało to bycie kretem i siedzenie w wilgotnym, ciemnym kopcu.

W pewnym momencie usłyszała szuranie w prawym korytarzu, tuż przed jej głową. Z nosa do mózgu doszedł sygnał:

TURKUĆ. JEŚĆ.

Zaczęła iść w kierunku zapachu. Nagle usłyszała głośne:

– Mam cię w dupie.

Głos (chyba turkucia) powtórzył jeszcze kilka razy:

– Mam cię w dupie, dupie, w dupie.

– Co proszę? – świeżo upieczony kret wciąż był zdezorientowany.

– Powtarzam głośniej: mam cię w dupie!

– Masz mnie w dupie?

– Tak. Mam na ciebie wyjebane.

– Czemu? – spytała Blanka.

– Bo jesteś zdrowo jebnięta.

– Nawet mnie nie znasz! Nie znasz mnie, więc nie możesz mieć mnie w dupie i wiedzieć, że jestem taka czy inna.

– Oj, tu się mylisz, moja droga. Bardzo się mylisz. Wszystkie krecice jesteście takie same – odparł głos (chyba turkucia).

– Pojebane?

– O właśnie, nawet chwytasz. Brawo! Należy się medal.

– Nieładnie tak uogólniać. Tym bardziej że ja nie jestem krecicą.

Wielki, paskudny robak podszedł do niej bardzo blisko i pociągnął swoim chybanosem.

CHYBANOSEM.

– Pachniesz zupełnie jak kret. Ergo jesteś kretem.

– Nie jestem kretem. Jestem kobietą, której świadomość chwilowo ugrzęzła w ciele kreta. A ty mi się śnisz.

– Kobietą? Nie widzę cię, bo nie potrzebuję oczu, ale wyraźnie czuję. Nie wiem, co to jest „kobietą”, ale jeśli kobieta może pachnieć jak kret, to możesz być kobietą. Dla mnie to kompletnie bez znaczenia.

– Kobiety to ssaki. Mieszkają na powierzchni i chodzą na dwóch nogach. Są wielkie.

– Brzmi niefajnie. Myślę, że je też miałbym w dupie. Tak jak krecice.